Pielęgnacja skóry

Naprawdę, chroń skórę przed słońcem

Oczywiste? No jasne! A jednak wiele z nas lekceważy sobie tą prawdę. Gdzie bym nie była na wakacjach słyszę „ale przecież trochę słońca jest potrzebne! nie mogę tak się cała zakryć! a witamina D??” Także… po pierwsze, będąc na powietrzu nigdy, ale to nigdy nie jesteśmy w stanie zakryć czy „zafiltrować” się na tyle skutecznie, aby zabezpieczyć się w 100% przed promieniami UV. Nawet nakładając krem z 50 SPF i trzema plusikami PA (japońska skala określająca wskaźnik ochrony przeciwsłonecznej przeciw promieniom UVA – przypominając SPF określa tylko ochronę przed UVB) do tego zakrywając się kapeluszem i ubraniem – i tak chronić nas to będzie w około 98-99%. Także zawsze 1% pozostanie, a witaminka D (oczywiście w zależności ile na tym słońcu będziemy) się zsyntetyzuje.

Sama nigdy nie przepadałam za wylegiwaniem się na słońcu, ale fakt pamiętam jak potrafi przyjemnie otłumanić, leżąc na skałach z książką, przy rozbijających się falach (małe wspomnienie z wakacji z Dubrovnika). Teraz jednak wolę zdecydowanie schować się pod jakimś drzewkiem, będąc w pół-cieniu. Na twarz w słonecznym sezonie obowiązkowo nakładam krem 50+ SPF PA+++, natomiast reszty ciała – o ile nie planuje przebywać cały dzień na słońcu, zazwyczaj nie kremuję. Bardzo nie lubię w upalne dni, czuć że się cała kleję. Ale mogę sobie na to pozwolić będąc szczęściarą, która zawsze opala się na delikatny brzoskwiniowy-oliwkowy brąz, nigdy róż, czy czerwień (a może to wynika też po trochu z wiedzy, która jak tylko poczuję że skora jest rozgrzana, nie pozwala mi przebywać dłużej na słońcu?).

Największym wrogiem naszej skóry są promienie słoneczne – nie zapominajmy o tym. Jeszcze za czasów studenckich, jeden z moich ulubionych wykładowców, wciąż nas próbował zmylić, pytając „Co w największym stopniu chroni skórę przed starzeniem?”, odpowiedzi było kilka – wśród nich np. retinol (jako jedyna w 100% potwierdzona substancja kosmetyczna wpływająca na odnowę komórkową skóry), a jednak zawsze najprostsze – czyli kapelusz, zwyciężał. 🙂 Tutaj wchodziło jeszcze drugie podchwytliwe pytanie „Co jest najlepsze na cellulit?” – odpowiedź, oczywiście „pareo”. 😂 😂 😂

Promieniowanie padając na naszą niczym nie osłoniętą skórę, wnika w nią powodując nieodwracalne niszczenie DNA komórek. Niezależnie od pory roku, wybierajmy więc produkty do pielęgnacji twarzy z filtrem przeciwsłonecznym, zminimalizują one szkodliwy wpływ słońca na naszą skórę, zapobiegając wywoływaniu stanów zapalnych, prowadzących do przedwczesnego starzenia oraz przebarwień. Co jakiś czas w ciągu dnia, pamiętaj aby zastosować je ponownie. Nie wszyscy wiedzą, że najniebezpieczniejsze promieniowanie UVA przenika, także przez szyby okienne. Nie zapomnijmy o tym podczas długiej podróży samochodem w upalny dzień. Promienie także odbijają się od innych przedmiotów, oddziałując na naszą skórę, więc nie zawsze tylko „w świetle” słońca mogą nas dosięgnąć.

Sama nie przepadam za zbytnim obciążaniem skóry filtrami, więc stosuje je tylko kiedy potrzeba – jeśli w dany dzień pracuje w domu, nakładam na twarz zwykły krem odżywczy, kiedy wychodzę na dwór biegać – oczywiście stosuje 50 SPF nie nakładając już nic więcej, jeśli jest to zwykły dzień, w którym czasem przemieszczam się na słońcu ale w seriach nie dłuższych niż na 15-30 minut, wystarcza mi ochrona jaką zapewnia podkład i własna zdolność skóry do ochrony (około 15 minut w pełnym słońcu). Poza tym latem, stosuję na noc olej z pestek malin, który sam w sobie wspiera skórę w ochronie przeciwsłonecznej i upraszczając przy regularnym stosowaniu – może wydłużyć jej zdolność do samoochrony przed promieniami UV.

 

Więcej o moich ulubieńcach olejowych znajdziecie na Instagramie (@joanna.homespa).

Podzielcie się proszę w komentarzach swoimi sposobami pielęgnacji i ochrony skóry w słonecznych okresach.

Jestem ich bardzo ciekawa!

 

Pozdrawiam,

Joanna 💛

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *